Hej! Wybierz swoją lokalizacje, aby zobaczyć właściwą treść.

Wybierz swoją lokalizację

Australia usd

Austria eur

Belgium eur

Canada usd

Croatia eur

Czech Republic eur

Denmark eur

Estonia eur

Finland eur

France eur

Germany eur

Greece eur

Hungary eur

Ireland eur

Italy eur

Japan usd

Latvia eur

Lithuania eur

Netherlands eur

Polska pln

Portugal eur

Romania eur

Slovakia eur

Slovenia eur

Spain eur

Sweden eur

Switzerland eur

United Kingdom eur

United States - USA usd

OTHER eur

Darmowa dostawa od 59 zł 🎉

Powrót do bloga

Co jadła Rodzina Soprano? Przepisy ze słynnych filmów i seriali gangsterskich.

22 Wrz 2020 | 0 komentarzy | by Many Mornings

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że filmy gangsterskie to przede wszystkim przemoc, biznes i władza. Czasem jednak ciekawsze jest to, co dotyczy zmysłów i rozgrywa się w tle wielkich historii. Filmy o mafii są pełne seksu, ale także – co pewnie mniej oczywiste – jedzenia. Większość ma włoską proweniencję, ale szczyptę od siebie dodają południowoamerykańscy handlarze kokainą, a solidne orzeźwienie spotyka nas także ze strony twardych Irlandczyków. Jakkolwiek potrafią bez skrupułów pobić człowieka do utraty przytomności, wysadzać budynki i szantażować, to w chwilach wolnych od uciążliwej gangsterskiej pracy zajadają się smakołykami lokalnych kuchni i oblizują palce po restauracyjnych specjałach. Przepisy z Rodziny Soprano, kieliszki czerwonego wina w Chłopcach z ferajny, latynoskie smaki w Narcos – to wszystko powody, dla których nawet domowi kucharze będą czuć się dobrze przed ekranem TV.

W języku polskim możemy spotkać potoczny frazeologizm: „słuchaj uchem, a nie brzuchem”. Cóż, w wypadku filmów i seriali gangsterskich wypadałoby odwrócić porządek rzeczy i oglądać coraz to nowe sceny z narastającym apetytem. Jedzenie w filmach o mafii znaczy wiele już na poziomie symboliki. Nieuważny widz widzi tylko krew i słyszy wystrzały z karabinów maszynowych. Ale nie dajcie się złapać na te fajerwerkowe efekty sjużetu, bo ominie Was to, co najbardziej pikantne! Gdy skupicie uwagę na detalu, dostrzeżecie smaczki każdego kinomaniaka. Najsłynniejszego przykładu dostarcza Ojciec Chrzestny, którego scenarzysta posłużył się pomarańczami, by antycypować wszystkie nieszczęścia świata przedstawionego. Jeżeli więc czujecie ostry zapach tartej skórki pomarańczowej, możecie czuć się zaniepokojeni. Prawdopodobnie czyha na Was takie niebezpieczeństwo, jak na Marlona Brando (otyłości?). Podobną rolę pełnią przepisy z Rodziny Soprano oparte na jajkach. Nieważne czy sadzone, czy na twardo – jajka zwiastują chorobę lub śmierć. Intuicyjne odczytywanie symboli jest tu postawione na głowie, bowiem akurat po Egg and Chicken moglibyśmy spodziewać się raczej nowego życia. Niestety destrukcyjne siły włoskiej rodziny mafiosów z New Jersey nie dają dojść do głosu pozytywnej energii.

Jeżeli nie czujecie znikąd swądu przypalanej patelni, ani nie kupiliście właśnie pełnych worków cytrusów, możecie czuć się bezpieczniej. Na wszelki wypadek wyjrzyjcie za najbliższy róg i sprawdźcie, czy niebezpieczeństwo nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. Jeżeli udało się Wam uspokoić, to czym prędzej wracajcie przed ekrany laptopów i telewizorów. Smaczne sceny filmów i seriali gangsterskich same się nie obejrzą!

Przepisy z Rodziny Soprano na ocieplenie relacji

Rodzina Soprano ma do przekazania światu te same przepisy kulinarne, co sposoby na życie. Brutalne skróty przez kuchnię włoską z pikantną szczyptą amerykanizmu to cecha podstawowa domowego gotowania włoskiej społeczności New Jersey. Mała Italia w USA postępuje wedle stałego schematu: bierze unikatowe jednostki kulturowe z Półwyspu Apenińskiego i modernizuje je na taśmie montażowej rodem z fabryki Forda. Za sprawą amerykańskiego rozmachu wszystko staje się większe i pełne specyficznej witalności Kapitana Ameryki. Weźmy za przykład choćby same organizacje przestępcze. Cosa Nostra i Kamorra – choć agresywne i skuteczne – nigdy nie działały w skali charakterystycznej dla wschodniego wybrzeża USA. Być może brakowało im wyobraźni rodem z Hollywood? Dziś wiemy, że ku prawdzie ciąży zdanie: życie jest jak film. Słynne seriale gangsterskie nie zostały oparte na prawdziwych zwyczajach; stało się na odwrót –  to mafiosi dostosowali swoje zachowanie do wyobrażeń reżyserów. Dzięki Roberto Saviano (autorowi książki Gomorra) wiemy, że neapolitańscy bossowie młodego pokolenia chcieli postawić sobie wille, które odtwarzałyby schemat architektoniczny (słynne schody!) ze Scarface z Alem Pacino. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby gotowali i jedli podobnie do Tony’ego Soprano, pouczeni o tym jak powinny wyglądać zwyczaje kulinarne prawdziwego gangstera.

Spaghetti z pulpetami klasyką mafijnych weekendów

Pierwsze danie, które powinno pojawić się na stołach naszych wyimaginowanych amerykańsko-włoskich mafiosów, to spaghetti z pulpetami w sosie pomidorowym. Jest to absolutny amerykański klasyk, porównywalny skalą popularności chyba tylko do mac&cheese. Imigranci z Włoch przywieźli ze sobą na nowy kontynent zespół smaków i składników charakterystycznych dla ojczystego regionu, a potem amerykańska kultura zdziczałego kapitalizmu przerobiła to po swojemu. Ekonomiczne uzasadnienie tej potrawy polega na łatwości przygotowania, uniwersalności smaku (jak coca-cola) i możliwości spakowania jako ready-dish na supermarketowe półki. Jeśli mimo wszystko zdecydujecie się na samodzielne wykonanie, to polecamy zaopatrzyć się w dobrą karkówkę wołową (dość tłustą), świeżą nać pietruszki, sezonowe pomidory i parmezan. Zwłaszcza ten ostatni jest ważny, choć stanowi raczej dodatek, niż temat dania. A jednak to właśnie twardy ser z Parmy będzie umamiście królował na naszym języku podczas uczty. Warto dodatkowo zastosować szereg prostych tipów, by makaronowy majestat wjechał na talerz w pełnej krasie. Do klopsów najlepiej zmielić mięso samodzielnie, a następnie suto okrasić zieleniną, Onion Rings, czosnkiem i mielonym kminem rzymskim. Makaron oczywiście ugotować al dente. Natomiast sos pomidorowy dusić powoli – aż zgęstnieje.

Dwie drogi prowadzą nas do wykonania pysznej pasty. Pierwsza (dłuższa) wiedzie nas przez ogrody pełne sierpniowych pomidorów malinowych, które powinniśmy sparzyć i przygotować z nich aromatyczny sos. Jednak istnieje także skrót – w tym wypadku szczególnie zasadny, bowiem kuchnia amerykańska rządzi się swoimi prawami. Ścieżka na przełaj prowadzi przez supermarket, gdzie z łatwością kupimy butelkę z passatą i koncentratem pomidorowym. Jeżeli pędzimy na skróty, to nie zapomnijmy podsmażyć wcześniej koncentratu (to jest właśnie nasza najważniejsza wskazówka!), dzięki czemu złagodzimy nieco kwasowość dania. Dla pewności możemy wzbogacić sos łyżeczką miodu. Byleby nie zabrnąć za daleko. Czasem warto postawić po prostu na comfort food; nie bawić się w cuisine, tylko naładować górę makaronu na talerz, zalać sosem i zapomnieć o diecie. Warto jeszcze tylko położyć nogi na stoliku i włączyć TV w poszukiwaniu serialu gangsterskiego. Szczęście jest bliżej niż myślicie. Czasem trzeba po prostu zamknąć oczy na kulturę wysoką.

Odgrzewane ziti – dla rabusia i dla księdza

W kulinarnej atmosferze możemy czasem zaobserwować anomalie smakowe. Dzieje się tak, gdy jakieś danie przedstawia sobą dwie biegunowo odmienne jakości. Bywa, że potrawa na pierwszy rzut oka wydaje się na wskroś prostoduszna (wręcz wulgarna), a przy bliższym poznaniu pokazuje drugą stronę natury: wiecznie żywotną energię oraz chłopską witalność. Polskim przykładem takiego zjawiska są pierogi; kusi jeszcze by wymienić kotlet schabowy, ale ten niebezpiecznie ciąży w stronę kulinarnego disco polo. Przepisy z Rodziny Soprano także zawierają taki klasyk, tym razem oczywiście z kuchni włoskiej – dobry na każdą okazję, domowy i zmysłowy zarazem. Mamy na myśli ziti z pieca – danie, które zawsze może odpoczywać w zamrażarce, gotowe na odwiedziny katolickiego księdza (Ci, którzy oglądali serial, wiedzą o czym mówimy), przyjaciela rodziny lub krewnych.

Ziti to rodzaj makaronu przypominający znacznie bardziej popularne w Polsce penne. Nie jesteśmy fanami supermarketowej pauperyzacji dań, nawet jeśli są tak proste jak omawiana zapiekanka makaronowa. Ale jeżeli nie macie wyjścia i wygrywa w Was silne przekonanie, że najbliższe delikatesy z włoszczyzną leżą na Marsie, to możecie udawać, że zwykłe makaronowe rurki to właśnie ziti. Czasem wystarczy wyobraźnia, by odbyć wspaniałą podróż do Włoch. Bywa, że dżinsy kupione na rynku, gdy tylko noszone są z dumą i godnością, z daleka przypominają Gianniego Versace. Zwłaszcza jeśli dobrze dobierzemy dodatki. W przypadku ziti z pieca à la Carmela Soprano będą to: cebula, dużo czosnku, Veggie Mix z dominantą cukinii, no i sery: mozzarella i parmezan. Makaron gotujemy al dente (naprawdę musi pozostać twardy, przecież będzie jeszcze dochodził w piekarniku!), potem układamy warstwowo w naczyniu żaroodpornym:  na zmianę kluskowy segment, piętro warzyw i zaprawa z mozzarelli, a na końcu dach z tartego twardego sera. O ile całe danie może być posypane w miarę dowolnym serowym specjałem – zamiast Parmigiano Reggiano możemy na przykład wykorzystać Grana Padano – to chcielibyśmy Was namówić na inwestycję w mozzarellę di bufala campana. Nie wszytko można zignorować; śmiały ruch po dobre składniki spowoduje, że kapitał smakowy dania będzie akumulował wraz z czasem. Bowiem zapiekanka makaronowa może spokojnie odpoczywać w zamrażalniku, by wjechać do rozgrzanego piekarnika 15 min. przed przyjściem gości. Nawet jeśli nie macie akurat znajomego księdza, to zapewniamy – ziti dopieści podniebienie każdego uduchowionego wędrowca, który wstąpi w progi Waszego domu.

Ulubiona pasta czarnych charakterów

Powyżej naszkicowane przepisy z Rodziny Soprano zawierają klasyki włoskiej kuchni domowej, która dominuje w codziennym życiu gangsterów z New Jersey. Właśnie takie smakołyki serwują protagonistom żony i mammy, do których przywiązani są mocą włoskiego stereotypu (pierwsze skrzypce w relacjach tego typu gra charakterystyczny bohater Paulie). Włoskie zwyczaje kulinarne nie obyłyby się jednak bez regularnych wyjść do trattorii. Regionalnym ośrodkiem kultury kulinarnej i centrum życia towarzyskiego w serialu jest restauracja prowadzona przez Arthura Bucco. W menu zwraca uwagę zwłaszcza pasta all’amatriciana, w której główną rolę odgrywa historia rodem ze skarpetek Piggy Tales. Wszystkie makarony wyróżnione tą charakterystyczną nazwą polane są sosem popularnym w lokalnej kuchni rzymskiej (choć nazwa wskazuje pochodzenie z miasteczka Amatrice). Taki sos bazuje na pomidorach (najlepiej odmiany casalino) i typowej dla regionu wędlinie guanciale (wykonanej z podgardla wieprzowego). Ale tak jak w przypadku innych włoskich makaronowych klasyków, także amatracianę można wykonać po swojemu, zastępując apenińskie pomidory passatą, a podgardle – zwykłym boczkiem. Wierzymy, że danie nadal będzie się bronić. Bowiem to, co najbardziej zwraca naszą uwagę w paście podawanej przez kucharza Bucco to rodzaj makaronu – bucatini, czyli długie kluski przypominające spaghetti, ale o większej średnicy i puste w środku. Przepadamy za tym specjałem, o czym dawaliśmy zresztą znać także w innych tekstach o kuchni włoskiej.

Co ciekawe, bucatini all’amatriciana uwiodło nie tylko fanów kolorowych skarpetek oraz mafiosów z Rodziny Soprano. To właśnie ten rodzaj pasty zamawia raz po raz antybohater pierwszego sezonu Jessiki Jones – Kilgrave. Tym razem mamy do czynienia z serialem komiksowym, opartym na zupełnie innej poetyce, niż opisywany w tym tekście klasyk z Jamesem Gandolfinim w roli głównej. A jednak akcja toczy się w podobnej szerokości geograficznej, co pozwala na domniemanie, że Nowy Jork ma szczególną słabość do dań z miasteczka Amatrice. Cóż, nawet jeśli to przypadkowa zbieżność gustów, to wiemy jedno – sos pomidorowy z podgardlem szczególnie trafia w gusta czarnych charakterów. Skoro władca umysłów i gwałciciel Kilgrave oblizywał się nad tą potrawą, to można zgadywać, że amerykańscy scenarzyści uwzięli się, by zrobić kuchni rzymskiej czarny PR. Mamy jednak nadzieję, że Was to nie zrazi, bo pasta jest naprawdę zacna. Dlatego zapewniamy – można lubić bucatini all’amatriciana i dalej pozostać wiernym kolorowemu, radosnemu życiu.

Przez żołądek do serca kinomana

Przepisy z Rodziny Soprano obfitują w wiele smakowitych kąsków z kuchni włoskiej. Niektóre z nich nie stanowią kompletnych potraw, a raczej szybkie przekąski. Warto zwrócić uwagę choćby na miłość gangsterów do słodkiego cannoli, czyli sycylijskich rurek z kruchego ciasta z puszystym serem ricotta we wnętrzu. Ich gorące uczucia są zresztą w zupełności uzasadnione, bo deser z południa Włoch to broń lepsza niż karabin maszynowy; niepozorna, a gotowa każdego rozłożyć na łopatki. W dodatku pasuje kontekstem do serialu gangsterskiego – w końcu rodowód słodkich rurek sięga Sycylii, czyli wyspy słynącej z kulinariów i z Cosa Nostry. Zarówno do serialu, jak i do dobrego deseru warto wypić filiżankę mocnego, włoskiego Dark Espresso. Wzmoże to naszą uwagę i wyostrzy zmysły czujne, by zaobserwować cenne szczegóły narracji serialowych i filmowych.

Ciekawych detali bowiem nie brakuje – często serialowy smak ukrywa się nie tylko w potrawach, ale w charakterystycznych gestach. Możemy odnotować choćby, że James Gandolfini (Tony Soprano) z zadziwiającą regularnością składa Pizza Italiana na pół i pożera w dwóch kęsach, nie mając świątobliwego respektu dla włoskiego placka. W takich właśnie szczegółach tkwią cenne obserwacje kulturowe, które mogą zdziwić wszystkich, którzy jedzą pizzę z namaszczeniem – widelcem, nożem i z serwetą wetkniętą za kołnierz białej koszuli. W serialowym świecie włoskich gangsterów panują inne, zgoła brutalne zwyczaje. Zmysłowość jedzenia zamyka się w paru sekundach, a nie w długich godzinach eleganckich smakoszy.

Jesteśmy zresztą przekonani, że ze skarpetek z motywem jedzeniowym moglibyśmy ułożyć cały przewodnik kinomana po świecie gangsterów. Tyle jest filmowych anegdot, które mają związek z kulinariami, i które zapadają w pamięć na całe życie. Nie bądźmy gołosłowni! Posłużmy się słynnym przykładem Chłopców z ferajny Scorsesego. Charakterystyczna scena, w której grono zatwardziałych gangsterów w celi więziennej spiera się, jak ugotować najlepszy sos pomidorowy i jak usmażyć najlepszy stek – oto kwintesencja kultowych obrazów stołu z hollywoodzkiego kalejdoskopu! Od sugestywnych odwołań kulinarnych nie stronią zresztą także bardziej alternatywni filmowcy. Jim Jarmusch w Ghost Dogu buduje świat przedstawiony dookoła punktu centralnego – kampera typu Ice Cream Dream. Wcale nas to nie dziwi! Rzeczywistość nie od dziś kręci się wokół seksu i jedzenia. I to nie tylko wśród gangsterów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

POWIĄZANE PRODUKTY

MOŻE CI SIĘ SPODOBAĆ