Hej! Wybierz swoją lokalizacje, aby zobaczyć właściwą treść.

Wybierz swoją lokalizację Hej! Wybierz swoją lokalizacje, aby zobaczyć właściwą treść.

Australia usd

Austria eur

Belgium eur

Canada usd

Croatia eur

Czech Republic eur

Denmark eur

Estonia eur

Finland eur

France eur

Germany eur

Greece eur

Hungary eur

Ireland eur

Italy eur

Japan usd

Latvia eur

Lithuania eur

Netherlands eur

Polska pln

Portugal eur

Romania eur

Slovakia eur

Slovenia eur

Spain eur

Sweden eur

Switzerland eur

United Kingdom eur

United States - USA usd

OTHER eur

Darmowa dostawa od 59 zł 🎉

Powrót do bloga

Surrealizm dla dzieci. Kila słów o nowych trendach na rynku dziecięcej książki ilustrowanej

16 Wrz 2020 | 1 komentarz | by Many Mornings

Od ponad dekady polski rynek książki ilustrowanej dla dzieci znacznie wykracza poza sztampę lat dziewięćdziesiątych pełną myszek Mickey i disneyowskiej pstrokacizny. Różnorodność, którą mogą nacieszyć oczy współcześni młodzi czytelnicy, wzbogaca dziecięce doświadczenie. Kompetentni autorzy sprawnie realizują cele komunikacyjne, dydaktyczne i estetyczne, wspomagani przez wyspecjalizowane wydawnictwa. Dziecięcy czytelnik może poszerzać swoje horyzonty zapoznając się ze stylem o malarskiej proweniencji i rozwijając w sobie wrażliwość artystyczną. Postimpresjonizm, dadaizm, surrealizm dla dzieci – w uproszczonych wersjach reprezentują podstawy programowe prądów w historii sztuki. Jeżeli jakakolwiek trudność nęka tę niszę rynku wydawniczego w ostatnich latach, to jest to raczej problem nadpodaży. Ale – jak to mówią – od przybytku stopa nie boli. Kolorowe skarpetki starają się nieco rozeznać w sytuacji, by podpowiedzieć najlepsze wydawnictwa i naszkicować krótki ranking książek ilustrowanych dla dzieci.

Rozwojowa literatura dziecięca wspaniale koloruje naszą codzienność. Ilustracja książkowa to sztuka zawsze tworzona p o  c o ś  i  d l a  k o g o ś – nie spełnia się w samej tylko platońskiej idei piękna. Jest wyraźnie celowa, a jej wartość możemy mierzyć stopniem zaspokojenia potrzeb niższego i wyższego rzędu: zabawy, nauki i estetyki. Siła oddziaływania jest zawsze ściśle związana z porządkiem emocjonalnym. Będziemy przywoływać w tym tekście wiele tytułów, które tłumaczą świat bez ogródek. Zakładamy, że czytelnika w skarpetkach kids trzeba traktować bardzo poważnie. Bądźmy wymagający przed wszystkim dla siebie – w relacjach z dzieciakami budujmy narrację tak, by opowiadać o różnorodnym i skomplikowanym świecie, przygotowując do dorosłego życia pełnego chaosu. Nie warto infantylizować dyskursu w nadziei, że kilka chwil mentalnego spokoju uratuje nas i nasze dzieci od niebezpieczeństw tego świata. Dlatego zbudowaliśmy listę w oparciu o takie książki ilustrowane dla dzieci, by ranking odpowiadał na szeroką gamę dziecięcych potrzeb.

Klasyka polskiej ilustracji

Zanim zaczniemy przerzucać książki na półkach z nowościami, poświęćmy chwilę skupionej zadumy klasyce polskiej literatury dziecięcej. Mentalna podróż w czasie zaprowadzi nas prosto w objęcia: Jana Marcina Szancera, Bohdana Butenki, Olgi Siemaszko, Jerzego Srokowskiego i innych przedstawicieli polskiej szkoły ilustracji. Zapach lekko przykurzonych kartek „Akademii pana Kleksa” lub „Baśni” autorstwa Jana Brzechwy oszołomi nawet literackiego laika; nieśmiertelne narracje Korczaka pod panowaniem Króla Maciusia Pierwszego w dalszym ciągu wyzwolą w nas salwy śmiechu lub odwrotnie – ciche momenty medytacji nad kształtem świata i społeczeństwa.

Pierwsze skrzypce wśród powyżej wymienionych ilustratorów i ilustratorek, którzy wrysowali swoje arcydzieła na karty klasyki polskiej literatury dziecięcej, dzierży Jan Marcin Szancer. Stał się niekwestionowanym autorytetem i synonimem pewnej stylistyki w ilustracji książkowej dla dzieci w latach pięćdziesiątych XX w. Syntetyczny i elegancki styl Szancera niezbyt pasował do brutalnych czasów, w których tworzył swoje najwspanialsze ilustracje; a jednak – mimo niesprzyjających okoliczności politycznych – zdołał wynieść polską szkołę ilustracji na najwyższe artystyczne wyżyny. Wyróżnikami ilustratora były na pewno: dyscyplina kompozycyjna i szlachetna kreska. Rozmach jego baśniowej wyobraźni powodował, że chętnie sięgał po estetykę malarską, stosując plamę barwną i charakterystyczną, rozmarzoną kolorystykę. Dzięki temu książki takie jak „O krasnoludkach i o sierotce Marysi” czy „Baśnie Andersena” dobrze czyta się w skarpetkach True Vincent. Choć obaj artyści stosują różne narzędzia i środki wyrazu (z pozoru tak wiele ich różni!), to można zaryzykować twierdzenie o wspólnej dla nich wrażliwości i sposobie patrzenia na świat.

Gapiszon w Krainie Czarów

Z kolei – gdy weźmiemy na warsztat pierwszą część tytułu niniejszego tekstu: «surrealizm dla dzieci» – to przed szereg wystąpi inny artysta z polskiej szkoły ilustracji, mianowicie Janusz Stanny. Rysunki Stannego, choć pozornie niewinne, budzą uczucie niepokoju. Polski artysta na pewno z dumą nosiłby wzór Salvadorable; wierzymy, że skarpetkowy motyw współgrałby ze stylem, jaki Stanny zaprezentował w ilustracjach do „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla. Jego kreacje mają w sobie tą samą dwuznaczność, co sama opowieść – czytana inaczej przez dzieci, a inaczej przez dorosłych. Zdumiewający świat wyobraźni, do którego prowadzi czytelnika polski ilustrator, to świat wykrzywiony, osobliwy, pełen dziwactw. Janusz Stanny należy do pokolenia artystów, dla których ilustracja książkowa była dziedziną eksperymentalną.

W korowodzie nazwisk trwale zespolonych z historią polskiej literatury, wyróżnia się jeszcze jeden (chyba najbardziej popularny) twórca. Bohdan Butenko, bo o nim mowa, przetrwał w masowej pamięci do dziś. Postaci, które stworzył: Gapiszona, Gucia czy Cezara, tworzą pochód pomysłowości artystycznej zamknięty w krótkiej formie paska komiksowego. Wspaniale jest odczytywać je wspólnie z dzieckiem i obserwować, jak w krotochwilnym planie narracyjnym zawiera się bezlik senów. Często wyrażone są jedynie jako metatekst, widoczny zwłaszcza dla dorosłego odbiorcy, który dzięki szerszym kompetencjom kulturowym potrafi wyłapać komentarze natury filozoficznej lub społeczno-politycznej. Pełen dwuznaczności sposób rysowania stawia Butenkę w jednym rzędzie z takimi herosami światowej kultury, jak autor „Fistaszków” Charles M. Schulz lub Quino wraz ze swoją „Mafaldą”. Kreska Butenki jest lapidarna, nieraz imituje dziecięcą nieporadność. Jego wizerunki nie tracą lekkości i humoru, który może wybrzmieć bez fałszywych nut właśnie dzięki oszczędności środków artystycznych. Bowiem Butenko odszedł od właściwej dla polskiej szkoły ilustracji malarskości; dzięki temu klamrą domknął ten wspaniały okres, który powinien otwierać każdy ranking książki ilustrowanej dla dzieci.

Miś Uszatek odbiera międzynarodowe nagrody

Osobny podrozdział w historii polskiej literatury dziecięcej warto poświęcić Zbigniewowi Rychlickiemu, który z impetem wszedł do naszego rankingu najlepszych ilustracji książkowych w złocistych skarpetkach Honey Bear na stopach. Rychlicki był artystą o zacięciu pedagogicznym – wiedział czemu mają służyć jego prace i dla kogo je tworzy. Zawsze pamiętał, że język plastyczny ilustracji reprodukowanych w tysiącach egzemplarzy trafi do dzieci, dla których będzie to pierwszy odbiór komunikatów w formie książkowej. Świadomie prowadzona twórczość artystyczna musiała zostać doceniona. W końcu Rychlicki został w 1982 r. laureatem Nagrody im. Hansa Christiana Andersena przyznawanej przez IBBY (jako jedyny Polak w historii). Laury przyznano Rychlickiemu za wybitne osiągnięcia artystyczne, co nie dziwni patrząc na jego możliwości warsztatowe. Często wykorzystywał różnorodne techniki wykonania, z chęcią sięgał także do tradycji – odwołując się do drzeworytnictwa lub linorytnictwa. Powyższe tendencje najpełniejszy wyraz znalazły chyba w opracowaniu plastycznym wydawnictwa „Klechdy domowe. Podania i legendy polskie”.

Poza kunsztownymi, niszowymi realizacjami Rychlicki ma także swoje celebryckie i telewizyjne dziecko, czyli sławnego Misia Uszatka. To właśnie spod jego ręki wyszedł pierwowzór postaci, wykorzystywanej w animacji lalkowej produkowanej przez studio Se-Ma-For w Łodzi od 1975 r.

Eksperymenty w rankingu książki ilustrowanej dla dzieci

W naszych książkowych polecajkach docieramy w końcu do kluczowego momentu, w którym trzeba opisać nieopisywalne. Themersonowie – bo o nich mowa – to osobowości artystyczne, które należy postawić poza ścisła chronologią i linearnym sposobem opowiadania o rozwoju myśli plastycznej. Franciszka i Stefan tworzyli szczególne małżeństwo artystów-instytucji, których wszechstronność równała się geniuszowi. Wprowadzili polską myśl estetyczną do szerokiego świata spekulacji intelektualnej i artystycznej, który stolicę miał gdzieś na Zachodzie. Już ich niektóre wczesne realizacje (np. „Narodziny liter” lub „Pan Tom buduje dom”) były awangardowe. Imponujące pod względem materiału naukowego podanego dziecięcemu czytelnikowi, zaskakiwały także nowatorskimi motywami typograficznymi. Ilustracja śródtekstowa naśladuje tutaj najbardziej podstawowe znaki – uproszczone hieroglificzne pismo.

Choć warto czasem wsiąść na grzbiet jednorożca i popędzić do światów kampowej fantazji, to nie powinniśmy chyba całkiem zrezygnować ze statecznych i gustownych rozwiązań. Nie możemy zrobić tego naszym dzieciom, pozbawiając je niepodważalnych wzorców estetycznych.

Themersonowie już okresie międzywojennym stawiali na komunikację z czytelnikiem i formę otwartą. Kierunek ich twórczości skierowanej do dzieci był na wskroś indywidualistyczny. Stworzyli nową kategorię bestlookera (w analogii do bestsellera), publikując tylko książki, które spełniały się w roli samodzielnego dzieła sztuki. Dziedzictwo Themersonów wspomina się z nostalgią za czasami wielkich autorytetów. Umysłowość Franciszki i Stefana to ni mniej, ni więcej tylko typ wizjonerów o niespokojnym, wciąż poszukującym intelekcie.

Wydawnictwa lilipucie dorastają

Choć w Many Mornings gubi nas sentyment za dawnymi czasami, a rzewne wspomnienia o historycznych sukcesach nieraz wysuwają się na pierwszy plan, to warto czasem wrócić do bieżącej rzeczywistości. Dziś też możemy znaleźć wiele smacznych literackich kąsków. Mieliśmy  krótką przerwę w latach dziewięćdziesiątych; ale współcześnie w polskich wydawnictwach znów doszły do głosu: zmysł estetyczny i ambicje artystyczne. Rozsądny dydaktyzm i kształtowanie miłości do piękna nie zostały wyparte z obiegu przez wczesnokapitalistyczną galopadę rynkowej tanizny – na szczęście dla polskiej kultury. Choć warto czasem wsiąść na grzbiet The Unicorn i popędzić do światów kampowej fantazji, to nie powinniśmy chyba całkiem zrezygnować ze statecznych i gustownych rozwiązań. Nie możemy zrobić tego naszym dzieciom, pozbawiając je niepodważalnych wzorców estetycznych.

Dlatego cieszymy się widząc, że nasz ranking książek ilustrowanych dla dzieci możemy wzbogacić o kunsztowne pozycje, które kreatywnie rozwijają tradycję i wyznają wartości dobrego rzemieślnictwa. Przybywa wydawców, dla których priorytetem jest jakość publikacji. Pozytywny ferment artystyczny, który pojawił się na polskim rynku póki co jest jeszcze dość elitarny. Niemniej, ewidentnie polska kultura stara się reanimować utracony porządek potrzeb estetycznych, a ambicje, które stoją za artbookami, są coraz mniej wstydliwe.

Siostrzeństwo dobrych książek ilustrowanych dla dzieci

Prym wśród ciekawych inicjatyw wiedzie wydawnictwo Dwie Siostry, które rozpoczęło działalność w randzie tzw. wydawnictw lilipucich, by konsekwentnie rozwijać się i w końcu zyskać stabilną pozycję na rynku. Założycielkami są trzy przyjaciółki – pasjonatki literatury dziecięcej. Wszystko wskazuje na to, że decyzje, które zapadają w wydawnictwie, powodowane są głównie pobudkami artystycznymi. To właśnie Dwie Siostry wykreowały parę polskich autorów książek dla dzieci – Aleksandrę i Daniela Mizielińskich, którzy dziś mają niemalże status gwiazd w tej szczególnej niszy kultury popularnej. Ich „Mapy” stały się bestsellerem w wielu księgarniach internetowych, doczekały się co najmniej kilku ciekawych wznowień w różnych wersjach. Ilustratorzy poszli zresztą za ciosem, niedawno wydając książkę o podobnym formacie i pomyśle pt. „Którędy do Yellowstone”. To bardzo fajny przewodnik po parkach narodowych, który wciąga dziecięcego czytelnika w świat informacji przeplatanych nośnymi komunikatami graficznymi.

Współcześnie w polskich wydawnictwach znów doszły do głosu: zmysł estetyczny i ambicje artystyczne. Rozsądny dydaktyzm oraz kształtowanie miłości do piękna nie zostały wyparte z obiegu przez wczesnokapitalistyczną galopadę rynkowej tanizny.

Od czasu debiutu Mizielińskich, przez Dwie Siostry przewinęły się prawie wszystkie większe nazwiska z nowego pokolenia grafików, którzy dorosłość osiągnęli już w III RP. Wydają i ilustrują tu choćby Agata Królak i Aleksandra Cieślak. Wśród śmietanki młodych-zdolnych drukiem ukazuje się też wiele tytułów Katarzyny Boguckiej, w tym arcyciekawa seria przybliżająca dzieciom całe dziedziny życia społecznego. Dla kolorowych skarpetek do sneakersów najważniejsza jest chyba pozycja „M.O.D.A.”, w której zaczytujemy się nie bacząc na wiek i okoliczności. Bogucka eksploruje bogaty świat krojów pisma właściwy prasie drukowanej i sprawdza czy ta forma jest przyswajalna dla młodego czytelnika. Wzbogaca kontekst o syntetyczne, geometryczne wektorowe ilustracje z pogranicza karykatury i udanej groteski. Wprost odwołuje się do tradycji sztuki komiksu – widać, że Nioska umie opowiadać barwne historie za pomocą sekwencji obrazów. Cóż, tylko pogratulować. Z czystym sumieniem znajdziemy dla niej miejsce w rankingu najlepszych książek ilustrowanych dla dzieci.

Gryzmolenie, czyli doodle po polsku

Dwie Siostry wprowadziły też nowy segment interaktywnej książki dziecięcej, dziarsko krocząc w awangardzie rozwiązań dydaktycznych i sensorycznych dla młodego czytelnika. Współpraca z Janem Bajtlikiem nad książką pt. „Typogryzmoł” przyniosła sukces w postaci wyróżnienia Bologna Ragazzi Award w kategorii non-fiction. Bajtlik stosuje proste, ale hipnotyzujące rozwiązania w obszarze typografii; mechanizmy autorskiej wyobraźni kreują wielopoziomowe zaskakujące światy przedstawione, mimo schematycznych rozwiązań ilustracyjnych i formalnych. Jest to pierwsze rozwiązanie tego typu, które pociągnęło swoistą modę na interaktywne rozwiązania w literaturze dziecięcej. Dziś możemy poszerzyć ranking książek ilustrowanych dla dzieci także o tzw. Wytwórniki, czyli serię autorskich zeszytów aktywnościowych, w których talent i pomysłowość artysty ilustratora łączą się z nieskrępowaną twórczością dziecka. Tekst oraz ilustracja są w tych książeczkach jedynie sugestią dla czytelnika, jak może twórczo wykorzystać ich potencjał – wchodząc w rozmaite interakcje: plastyczne i intelektualne.

Książki dla dzieci poruszają trudne tematy

Na koniec naszego rankingu książek ilustrowanych dla dzieci musimy wspomnieć o rzeczach wybitnych, ale trudnych w odbiorze. Przyzwyczailiśmy się, że nasi podopieczni czytają bajki osadzone w bardzo fantazyjnych sceneriach, które w najlepszym razie traktują o przyjaźni oraz miłości. Niestety często pod płaszczykiem uniwersalnych wartości przemycają silnie normatywizującą narrację, czego przykładem są – dziś już nieco bardziej różnorodne – disneyowskie opowieści o księżniczkach. Jednak powiew świeżego powietrza dociera nawet do zatęchłych (ideologicznie) pomieszczeń, w których pracują scenarzyści wielkich wytwórni. W końcu także oni zasłyszeli fakt, że nasze dzieci lubią zadawać trudne pytania, a ich chęć eksploracji świata nie ma jasno sprecyzowanych tabu. Dość wdzięcznie omówił temat oscarowy film pt. „Coco”, który wykorzystał meksykański folklor do oswojenia śmierci.

O ile jednak Hollywood ostrożnie wygrywa wesoło-smutną melodię z wykorzystaniem kilku podstawowych nut i emocji, to rynek książek ilustrowanych dla dzieci zna prawdziwe arcydzieła, które nie boją się właściwie niczego. Przykładu dostarcza choćby świetna „Gęś, śmierć i tulipan”, ale także złowieszczy „Dym” – syntetycznie, trafnie i przejmująco opowiadający o Holokauście. Nie ma takich spraw, które warto pominąć milczeniem; jeżeli tylko autorzy są przygotowani pedagogicznie i warsztatowo, to z każdej merytorycznej opresji są w stanie wyjść obronną ręką. Podobnego świadectwa dostarcza hiszpańska seria wydawnicza, której odwagi zazdrości sam malarz ze skarpetek Picassocks. Dość klasycznie wydane książki, wśród których można wymienić choćby „Klasy społeczne istnieją” lub „Kobiety i mężczyźni”, traktują m.in. o tożsamości płciowej. Autorzy wypowiadają się wprost, bezpośrednio tłumacząc rzeczywistość społeczną, a przy tym bardzo mądrze stawiając akcenty.

Zachęcamy, by w życiu nie robić prostych uników i nie wybierać drogi na łatwiznę. Także w trakcie przygód czytelniczych z własnym dzieckiem można wybrać ciekawe, rozsądne rozwiązania. Skarpetki nie do pary prowadzą nas drogą, która często nie jest łatwa, ale zawsze u szczytu czeka nas piękny widok na kolorowe życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

POWIĄZANE PRODUKTY

MOŻE CI SIĘ SPODOBAĆ